-Nie Marcus....
Wybiegłem z pokoju,potykam się o przeróżne rzeczy nie ważne wszystko to nie ważne tylko on...
Wpadam do pokoju widzę jego twarz oświetloną przez księżyc. Nie mam władzy nad ciałem czuję się taki bezradny.
-Proszę zbudź się. Odpycham się od drzwi chwiejąc się doszedłem do ciebie, padam koło twojego łózka.
-Proszę,
błagam... stałem się tym kim chcieliśmy, ale i tak nie umiem cię z tej
ciemności wydostać...Marcus. Dotykam delikatnie twej twarzy. Tak bardzo
pragnę znowu ujrzeć twoje śmiejące się oczy, dawały mi tyle energii,
chęci do życia.
Ogrzewam twoje ręce są takie zimne.
-Jestem już zmęczony... Szeptam przytulając się do twej ręki, pragnąc tak bardzo twojego ciepła, dotyku, spojrzenia.
-Dlaczego, dlaczego ty... zadaję to sobie pytanie setki,a może i nawet miliony razy dlaczego...
Jestem marnością istotą czekającą na nadejście lepszego świata, w którym będziemy razem... tak już na zawsze razem mój kochany.
Popadam w obłęd wszędzie cię widzę, czuję jak moja dusza unosi się i leci ku tobie lecz nie spotykamy się dlaczego...
Niech ktoś wskaże drogę, która wybrać, podążyć mam.
****
Zostałem zbudzony delikatnym pocałunkiem Elendila.
-Mhm możesz codziennie tak mnie witać-zatonąłem w jego ustach, poczułem jego rękę sunącą w dół.
-O nie koteczku obiecaliśmy odwiedzić tego nieudacznika- odepchnąłem go lekko całując po raz ostatni.
-Jeszcze raz ten ostatni-złapał mnie za prześcieradło, którym starałem się owinąć.
-O
nie wiem jak się to zakończy nie rób maślanek wieczorem się zabawimy^^
Pocałowałem go szybko, nie czekając na rekcję z jego strony. Umknąłem szybko
do łazienki zamykając się w niej.