- Braciszku jak mnie kochasz? Na jego kolana wskoczyła blond włosa dziewczyna o pięknych fiołkowych oczach z mocno zarysowanymi w odcieniu najpiękniejszej czerni obwódkami. Jej rączki objęły szyję chłopca następnie złożyła na jego policzku brudnego całusa. Była cała w czekoladzie, którą podarował jej kolega brata Marcus. Chłopak patrzył na rodzeństwo z lekką zazdrością on tego nigdy nie doświadczył czuł się przy nich niczym odludek. Jego rodzina zmarła dawno temu nie lubił wspominać wydarzeń z tamtego dnia. Czasami po nocach zrywał się z snu czując wokół siebie zapach śmierci. Odczuwał wielką nienawiść do ludzi, którzy zniszczyli jego rodzinę, ale oni nie wiedzieli, że jako jedyny przeżył schował się pod łóżko widział ich twarze, poprzysiągł zemstę dzięki, której żyje, aż do teraz. Spojrzał ponownie na chłopaka i dziewczynkę radośnie śmiejącą się do niego. Gdyby nigdy ich nie poznał całkowicie zatraciłby się w dzikości. Dzięki nim odzyskał radość z najdrobniejszych rzeczy. Kochał ich tak bardzo, że na myśl o jakiekolwiek krzywdzie jaką by mieli doznać zabiłby wroga na miejscu nie licząc się z swym sumieniem. Jeszcze bardziej ponad wszystko kochał chłopaka na którego kolanach siedziała jego siostra.
Była słoneczna pogoda wiatr lekko poruszał liśćmi. Wokół nich unosił się zapach kwiatów wśród których stał stary dąb na którym suszyły się ich mokre rzeczy.
Dziewczynka uciekła z kolan brata biegnąc za złotym motylem. Jej śmiech roznosił się po całym ogrodzie, nikt nie spodziewał się, że za miesiąc go już nie usłyszą zostaną tylko nikłe wspomnienie i wielka rozpacz. Zniknie pewien fragment ich serca, będzie wielki ból, który spowoduje wiele nieszczęść, ale i wzmocni wieź tych dwojga. Miłość i wzajemne zrozumienie zostaną będą ich wspierać w tym wszystkim garstka przyjaciół gotowych oddać za każdego, których kochają to, co najcenniejsze… życie.
~Wiedziałem, że jesteśmy na plaży uwielbiam lekki dotyk wiatru na moim policzku, ale jeszcze bardziej słonawy smak usteczek mojej miłości do którego moje ręce się rwą, ale są takie bezwładne.
Tak bardzo pragnę przywrócić do jego życia to, co utracił. Wszyscy bardzo kochaliśmy Arise jej śmierć była dla nas wilkiem ciosem.
Pamiętam ten dzień, każdy go pamięta. Widząc rozpacz Emisa pogrążałem się ponownie w ciemności. Zamiast dawać mu jak największe wsparcie to on z pogodnym uśmiechem podawał mi pomocną dłoń. Ocierał z policzków łzy delikatnie tulił. Dawał ciepło swoją obecnością nieustannie dniami… nocami…szarymi deszczowymi dniami, nawet kiedy ponownie zatracałem się nie widząc światła, ani drogi którą podążyć mam.
Tak… tak to jak byłem i jestem słaby chociaż on też …jesteśmy siebie warci. Dopełniamy się… ironia życia??
Nie to porostu miłość jej najpiękniejsza czysta, niewinna, ale i z kolcami forma.
Słyszałem ich śmiechy czułem jednocześnie radość i zazdrość.
Jak bym mógł zacisnąłbym pieści tak mocno, aż spłynęły by na piasek krople mojej krwi.
Pozostaje mi jedno i to samo leżeć czy tam siedzieć słuchając ich radosnych głosów.
-Uff jak gorąco. Mężczyzna sięgnął po ręcznik wycierając swoje mokre ciało.
Zapatrzył się na przyjaciół byli tacy szczęśliwi, beztroscy.
Czy łaknę miłości sam już nie wiem. W mojej głowie panuje nieład jak na razie ciężko mi idzie… czasami mam wrażenie, że już nigdy nie znajdę szczęścia. Jestem egoistą i dobrze mi z tym. Czasami nawiedza mnie tak o bez powodu silne uczucie nienawiści… zaciskam wtedy dłonie w pięści aż do krwi. Nie jestem szczęśliwy, to tylko chwilowe złudzenie minie i znowu jestem sam… niee nie jestem sam mam ciebie.
Ludzie pragną wiele miłości, pieniędzy sukcesu. Mordują, zabijają się nawzajem, wystarczą czasami słowa aby zniszczyć swoje życie w ciągu sekundy. Wyrażają swoje emocje dzięki wiersza, książka, muzyce… Niech ruszą dupy świat się nie kończy mam ochotę powiedzieć dziewczyno rusz dupę pokaż temu skurwielowi na co cię stać. Czego się boisz? On jest jeszcze gorszy od ciebie mały marny wystarczy pokazać mu kim jest. Nie wszyscy tacy są, to się dotyczy każdego gatunku nie ma wyjątków jak dla mnie… Dobre sam to myślę, a nic praktycznie nie robię aby zmienić sytuację w jakiej jestem już o dobrych kilku lat.
Czasami myślałem aby spróbować… wziąć i zapomnieć o smutku poczuć prawdziwą nieokiełznaną radość. To nie wyjście musze walczyć.
Moje rozmyślania przerwali przyjaciele.
-No, co tam dzieci woda ciepła?
-Ha ha bardzo śmieszne odezwał się dorosły starszy o rok, a już fika.
Atro sięgnął po ręcznik następnie zaczął nim wycierać Rena.
Chłopak poddawał się tym zabiegą z rosnącym podnieceniem, co było widać coraz bardziej…
-Hmm no to my was na chwilę samych zostawimy. Wziąłem na ręce Markusa idąc w kierunku sklepu. Nie zwrócili na nas uwagi byli już tak zajęci sobą. Tak
Naprawdę to szliśmy no raczej ja szedłem, a on wygodniacha sobie leżał w moich ramionach. Jego włosy spływały po moim ciele delikatnie ocierając się o moje rozgrzane od słonica ciało.
Doszliśmy do naszego miejsca… on jeszcze go nie widzi, ale zobaczy.
Usiadłem na ciepłym piasku mając ciągle w ramionach moje szczęście.
Wsłuchiwaliśmy się w morze odbijające się od piasku i ponownie wracające…
-Wiesz jak już się obudzisz będziemy tu codziennie. Pokaże ci ten świat moimi oczyma, nawet ci je oddam tylko wróć do mnie… wróć. Obróciłem jego twarz w moim kierunku, pochyliłem się odgarniając z jego twarzy włosy. Pocałowałem go, przytuliłem się do jego ciała wdychając bryzę. Moja głowa była schowana w jego gęstwinie. Nawet nie wiem kiedy słonce zaczęło zachodzić, dzień ponownie dobiega końca. Jutro też będzie pęknie … Wstałem i ruszyliśmy w kierunku morza..