Miłość czy istnieje naprawdę? Czy to tylko zwykła rzecz? Zadaje sobie to pytanie niemalże, co dzień...
Podążam przez świat nie mogąc, zapomnieć bólu malujący się na ich twarzach.
Tak mi zimno, za oknem pada deszcz, jak co dzień
Dotykam dłonią szyby ahh... Czy jeszcze zaznam w życiu szczęścia? Znalazłam je a ono znowu mnie opuściło.
Niech zginie przepadnie z mego serca... Wychodzę.
Proszę wróć zmienię się tak bardzo cię kocham... Wróć o nic wielkiego nie proszę.
Wróć do mych ramion tak tu cicho bez ciebie...
Potrzebuję ciebie by żyć. Oddaj mi wiarę, która odeszła razem z tobą.
Czasami tak bardzo Cię nienawidzę mija i znowu kocham potem ponownie nienawidzę.
Mój świat ma barwy nie tylko czarne są też ciepłe ogrzewają mnie swymi blaskami.
Otwieram ramiona niech świat mnie kocha tak ja kocham ten świat, choć bywa tak okrutny.
Otul mnie swym płaszczem, podaj rękę pójdziemy tam gdzie nas nie znajdą.
Ból i cierpienie nie jest nam obce to nas połączyło i jednocześnie rozdzieliło.
Ty nadal ja kochasz nie mnie. Choć trwało to tak krótko zaledwie miesiąc tak bardzo ciebie pokochałam.
Twa obecność dawała mi tyle sił, zapragnęłam na nowo rzyć.
Powoli płyną łzy nic nie dają oprócz słonawego smaku.
Pamiętaj prószę będę zawsze tam gdzie ty, będę twoja podpora.
Mijają dni nieubłaganie wiem, że nie wrócimy już do siebie zachowam w sercu wspomnienia z tych pięknych chwil, które spędziliśmy razem.
Wyruszam w poszukiwanie tych, których kocham.
Dziwny jest ten świat nie podobny do mego. Dziwni są w nim ludzie pełno w nich nienawiści, ale i również ciepła, miłości i wzajemnego zrozumienia.
Siedzę w parku blisko stawu. Rysuje wasze twarze, aby nie zapomnieć, czuje, że w końcu uda mi się odnaleźć szczęście wyciągnę dłoń a ono spłynie na mnie niczym krople deszczu.
W oddali słyszę szczekanie psa, piski dzieci tak radosne.
Odkładam szkicownik, kładę głowę na trawie odpływam w świat dobroci.
-Wstawaj śpiochu.
-Niee~ machnęłam ręką, aby odgonić ta natrętną muchę, którą jest mój naj najlepszy przyjaciel w postaci psa.
Zazdroszczę mu niezmiernie jego zdolności. Może zamienić się, w co tylko zechce. Natomiast ja właśnie nic zero. Nie teraz przesadziłem coś tam potrafię.
~Dlaczego pozwoliłem im zostać na noc? Sam nie wiem eh… idiotka idiota:/
-Dzień dobry kochanie. Pocałowałem Marcusa oddaljąc się od przyjemnego widoku, jakim było jego rozkoszne ciałko.
-A ty sio nie ma Cię już tu jeszcze coś mu zrobisz zbreźniaku. Stałem w miejscu pokazując mu kierunek ewakuacji z tego pomieszczenia.
Nadchodzi powolnymi krokami jesień. Wychodzę na balkon, siadam... widzę liście zmieniające swe ubarwienie. Czuję zapach świeżo parzonej kawy na dole, zapach trawy jeszcze w rosie. Ptaki obmywają się w kałuży ćwierkając przy tym radośnie. A ja nic... siedzę i patrze na zachodzące zmiany w świecie.
Lubie patrzeć na dzieci sąsiadów jak dorastają, układają sobie dalej życie. Zawsze ciekawiła mnie dziewczyna już raczej kobieta mieszkająca na przeciwko.Jej oczy są niesamowite dla mnie nie, niby pospolite brązowe, ale.. dostrzegałem w nich zawsze wiele bólu. Niby radosna lecz jest całkiem inaczej. Czasami z nią rozmawiam potrafi być poważna, ale i radosna w ten pozytywny sposób, nie uważa się za kogoś wielkiego chociaż jest.
W tej chwili grabi liście na podwórku, jak zawsze wymalowana. Jej pies Spike ( pies opisywany tu jest mój KC ) biega podrzucając jej, co chwile pod nogi kółko. Dziewczyna za każdym razem gdy się po nie schyla pies szybko je kradnie i ucieka, a ona go goni. W tym momencie jest najszczęśliwsza zawsze to widzę i podziwiam skąd w niej tyle radości mimo widniejącego w jej oczach smutku ??
-Brr jak zimno masakra...
-Nie dziwie się ciołku. Tylko ty jesteś taki mądry aby o 8:00 rano siedzieć na mrozie.
Nie nie to nie możliwe... słyszę twój głos lekko schrypnięty jakbyś zbudził się z krótkiej drzemki, a nie z snu który nie wiem ile już trwał.
Po mojej twarzy twarzy spływają łzy.. odwracam się i wiem że to Ty zbudziłeś się.
-Nareszcie.. Padam na kolana przed jego łóżkiem. Szukam twej dłoni...
-Nie płacz...
-Boże nie wierzę w Ciebie lecz dziękuję Ci w tym momencie.
-Dziękuję... przygarniam twe słabe ciało w moje ramiona.
-Nie wypuszczę Cie z nich już- szeptem wypowiadam te słowa abyś tylko ty je słyszał mój ukochany .